Moment zagubienia za kierownicą auta z serii premium po kilku latach abstynencji wprawił mnie w nastrój iście szampański. Stara prawda, że z jazdą autem jak z seksem, nie straciła na aktualności. Tego się nie zapomina. A jeśli już zapomnisz, to do następnego skrzyżowania lepiej szybko sobie przypomnij.
Obrazek napawający lękiem. Ja jako kapitan, on w roli majtka po mojej prawej. Nie licząc momentów niestrudzenie prowadzących do oczywistej śmierci, poszło mi całkiem nieźle jak na drugi pierwszy raz. Majtek z majtami pełnymi, nie rzekł słowa. Żyjemy.
- I jak było?
- .... I tak nie myśl, że będziesz gdzieś jeździć, smarku.
Próba odnalezienia się w świecie dojrzałych decyzji bez odwrotu, spełzła. Kobiety w moim wieku, nie najmłodszym już z resztą, jednoznacznie nadają kształt swojemu życiu. Bez zbędnych skrupułów określają siebie, pozostawiając tylko nieco uchyloną furtkę na drobne szaleństwa. Słownik podpowiada, że chodzi tu o stabilizację. Tego słowa szukałam. Właściwie tylko dzięki słownikowi wiem, co stabilizacja może oznaczać dla niektórych, a czym mogłaby być dla mnie.
Mieszkając tam, gdzie paradoksalnie diabeł mówi dobranoc, a wszystko stoi pod znakiem Wielkiej Cipki, można nad problemem przystanąć nieco dłużej. Zajrzeć w głąb siebie i z nieukrywanym entuzjazmem, połączonym ze łzami szczęścia, które może nadejść, zadać sobie serię kłopotliwych pytań.
Bookujesz bilet w obie strony, choć modlisz się, aby jakimś cudem zabookowany został tylko w jedną. Odwiedzając stolicę, bawię się jednocześnie w porównania i nakładanie na siebie obrazów, choć Warszawa porównań się brzydzi.
Miejsce kompletnego wyidealizowania, recyclingu romantyzmu, pozornej globalnej identyczności. Mistyczny świat wyobrażeń ze skurwysyństwem w tle. Tę różnorodność lubię i ta różnorodność mnie pociąga. Za tą różnorodnością tęsknię.
Artykuł o wrocławskim 'Trójkącie'. Kilka dorzuconych zdjęć, które jednoznacznie kojarzą się z warszawską Pragą. Podobne klimaty i zasady dawania w mordę. Wiesz w co się pchasz i na żadne odstępstwa od normy nie licz. Raj dla wariatów i dewiantów. Fotografów amatorów z lekko znoszonym Canonem, który widział wiele.
Mieszkałam na warszawskiej Pradze przez chwilę i momentalnie serce zabiło szybciej. To była miłość. Wiem to. Jednostronna i bardzo brutalna. Najprawdziwsza.
Upaćkałam się winem. Na pewno gdybym nie piła, to bym nie pitoliła na tematy ważne. Egzystencjalne, rzekłabym. Na pewno. Winogrona i metafizyka grożą odkryciem sensu w ogóle i celu w szczególności. A ja chcę mieć tylko spierzchnięte usta i opaloną skórę. Być szczęśliwą sama ze sobą, bez odpowiedzi na jakiekolwiek istotne pytania, nadal bez sensu zmywać cholerny makijaż przed snem i uprawiać perwersyjny seks w święta państwowe.
Może zasłużyłam na tandetne widoczki i najlepszą kawę na świecie.